|
Z Kompasem przez Las - Inowłódz 2007
29 lipca, niedziela
Pierwsi po raz pierwszy
Zmuszeni jesteśmy wcześnie wstać, bo start rajdu zaplanowany jest na godzinę 8.00. W dość szybkim tempie i bez większego wysiłku docieramy pod szkołę w Inowłodzu. Pozostała jeszcze godzina do startu. Znajdujemy organizatora, który wręcza nam mapy z zaznaczonymi trasami przejazdu. Uczestników obowiązuje jazda po wyznaczonych drogach w odpowiedniej kolejności: trasa niebieska (25 km), czerwona (50 km) i żółta (25 km). Na zaznaczonych punktach kontrolnych należy odszukać biało-czerwonej kartki (punkt kontrolny - PK) i wpisać kod do karty startowej, mazakiem zawieszonym na sznurku. Po pokonaniu każdego z etapów należy odmeldować się w bazie u organizatorów. Po szybkiej analizie tras wiem, że będą na pewno interesujące. Zresztą, trudno wyznaczyć nieciekawe warianty przejazdu w tak atrakcyjnym terenie jakim jest Spalski Park Krajobrazowy.
Jest to już piąta edycja rajdu, ale dopiero po raz drugi istnieje możliwość jazdy rowerem. Wcześniej można było pokonywać trasę jedynie pieszo. Piechurzy, którzy wystartowali poprzedniego dnia, szli przez całą noc.

Przygotowania przed startem.

Kilka słów od głównego organizatora rajdu i ruszamy.

Start bardzo spokojny, widać że większość uczestników nie zamierza się ścigać.

Zajmujemy pozycję lidera, ale nie na długo. Nie skręcamy w czerwony szlak i tracimy przewagę nad pozostałymi uczestnikami. Wracamy. Mijamy kilku rowerzystów, którzy pojechali w nasze ślady. Ten mostek pokonywaliśmy aż trzykrotnie.

Po krótkim czasie sytuacja się normuje i znowu jedziemy w czołówce, wraz z trzema innymi uczestnikami. Pierwszego punktu koło Ciebłowic nie udaje nam się odnaleźć. Ktoś zabrał sobie kartkę na pamiątkę. Docieramy do Brzustowa. Asfalt, możemy więc przyspieszyć. Zjazd z asfaltu - kolejny punkt kontrolny, tym razem faktycznie jest. Tutaj spotykamy dwóch czy trzech rowerzystów, którzy co wydaje nam się trochę podejrzane, jechali przed nami. W drodze do bazy, nie doganiamy ich. Ze szkoły wyruszamy jako pierwsi. Przed nami 50 km, tym razem na wschód. Pierwszy PK na tej trasie ten sam co w poprzedniej. Spotykamy przy niej grupę rowerzystów, którzy zdezorientowani, szukają punktu. Ułatwiamy im zadanie. Są zdziwieni, że wyruszamy robimy już drugą trasę. Długie odcinki szutrowe, brak problemów z orientacją. Przy gajówce Ceteń punkt kontrolny. Nadal dobre drogi szutrowe i długi odcinek przez las. Docieramy do miejscowości Poświętne.

W Mysiakowcu przekraczamy Pilicę.

W pobliżu miejscowości Łęg spisujemy kod z PK. Jak na razie idzie nam bardzo dobrze. Niestety, w moim rowerze identyfikuję luzy w suporcie. Odpowiedniego klucza brak. Dokręcanie śrubokrętem na nic się zdaje. W Liciążnej postanawiam spytać o narzędzie. Sołtys wskazuje mi drewniany dom - "Tam powinni mieć". Rzeczywiście mają. Jednak zanim został znaleziony mija kilka minut. Imbus ma odpowiedni rozmiar, jednak jest już maksymalnie wyeksploatowany, przez co mocne dokręcenie suportu jest niemożliwe.

W lesie za Liciążną, nieco zaskoczeni, spotykamy czterech innych uczestników rajdu. Po ich tempie widać, że się nie oszczędzali. Dołączamy do nich. Po krótkim czasie jesteśmy koło kapliczki w Glinie (PK).

Na asfalcie próbujemy odskoczyć od peletonu, jednak krótko jechaliśmy sami. Od Królowej Woli staramy się dotrzymać koła dwóm, z czterech spotkanych niedawno rowerzystów. Do bazy docieramy bardzo zmęczeni. Jeżeli utrzymają takie tempo na ostatniej pętli, to chyba podziękujemy. Jest jednak inaczej. Po raz kolejny z bazy wyruszamy jako pierwsi. Co jakiś czas oglądamy się za siebie, ale nikogo nie widzimy. Jeszcze raz kapliczka w Glinie (PK). Suport znowu się obluzował. Powinienem jednak dojechać do końca. Długi odcinek przez las. Teraz odczuwamy prawdziwe zmęczenie, staramy się jednak utrzymać przyzwoite tempo. Zaliczamy ostatnie dwa punkty kontrolne i wjeżdżamy razem na metę. Organizator ma problem. Nie był przygotowany na taką sytuację. Namawia nas, żebyśmy sami zdecydowali kto jest zwycięzcą. Decyduję, że Paweł jest pierwszy.


Do zakończenia rajdu pozostały cztery godziny. Pomimo zmęczenia postanawiamy zwiedzić dobrze nam znany Inowłódz. Najcenniejszym zabytkiem tej miejscowości jest romański kościół św. Idziego.

W centrum, śladem po licznej niegdyś społeczności żydowskiej jest synagoga. Obecnie mieści się tutaj sklep spożywczy. Może to budzić kontrowersje, ale będąc kiedyś na ćwiczeniach terenowych w Inowłodzu, zapytałem właściciela sklepu o tą kwestię. Odpowiedział, że jego działalność jest kontynuowaniem tradycji, gdyż Żydzi zajmowali się głównie handlem.

W pobliżu koryta Pilicy jest jeszcze jeden zabytek - ruiny zamku wybudowanego przez Kazimierza Wielkiego.

Ale wróćmy do rajdu...

Rajd "Z Kompasem przez Las" był częścią obchodów Dni Gminy Inowłódz. Wręczenie nagród dla trzech najlepszych piechurów i rowerzystów odbyło się więc przy dość dużej publiczności. A nagrody były niezłe. Oprócz dyplomów, otrzymaliśmy koszulki kolarskie, bidony i gadżety o mniejszej wartości, a Paweł dodatkowo lampkę rowerową i książkę "rower" - kompendium wiedzy o rowerze.

Wyniki:
Paweł i Piotrek:
1-2 miejsce
Dystans: 108,95 km
Czas całkowity: 5 h 8 min
Czas jazdy: 4 h 31 min
Średnia czasu całkowitego: 21,24 km/h
Średnia jazdy: 24 km/h
Author: Piotrek
Powrót
|