
Aktualności
Wyprawy
Wycieczki
Zawody
Polecamy
O Nas
Goście
|
Ziemia Radomska 29 kwietnia - 2 maja 2006
Dzień 1 (29 kwietnia, sobota)
Droga znaczona ogniskami
Początek nie zapowiadał się ciekawie. Od samego rana padał deszcz i było zimno. Ale miało być jeszcze gorzej... Bardzo dobrze znanymi nam drogami ruszyliśmy na wschód mijając m.in. Smardzewice i Inowłódz. Za Inowłodzem dłuższy postój na popas i chwila wytchnienia od ciągle padającego deszczu. Za Poświętnem, tuż za granicą województwa łódzkiego kolejny. Byliśmy już bardzo przemoczeni, do tego było nam zimno, więc zaproponowałem rozpalenie ogniska. Pomimo padającego deszczu nie było z tym problemu, gdyż w lesie w pobliżu drogi było bardzo dużo sosnowych gałęzi. Ciepło ogniska dodało nam sił do dalszej jazdy. Mijaliśmy podobne do siebie miejscowości Odrzywół, Klwów, Potworów. Chwilami nawet się przejaśniało, ale po odpoczynku i posiłku zjedzonym nad Radomką, rozpadało się jeszcze bardziej niż rano. „O Boże” – wyjęknął z politowaniem starszy mężczyzna widząc nas przemoczonych na przystanku. Jakoś dojechaliśmy do Jedlińska. Padało bardzo mocno, jednak musieliśmy szukać noclegu, więc ruszyliśmy by w strugach deszczu dotrzeć do lasów Puszczy Kozienickiej. Na szczęście udało się rozpalić ognisko i mogliśmy się trochę wysuszyć.
Przejechane: 120,88 km Czas: 6h 39 min Średnia: 18,16 km/h
Dzień 2 (30 kwietnia, niedziela)
Z wizytą u Kochanowskich i Czartoryskich
Nazajutrz również nie padało, ale przez cały dzień było już pochmurno. Przejechaliśmy przez południową część Puszczy Kozienickiej. Przy okazji polecam książkę, której akcja toczy się na tych terenach podczas okupacji pt. ”Partyzanci z Kozienickiej Puszczy”. Wjeżdżamy do Pionek. W mieście nie ma nic godnego uwagi, dlatego po zrobieniu zakupów udajemy się do Garbatki, gdzie nad miejscowym zalewem spożywamy zakupione produkty. Kolejnym punktem jest Czarnolas. To tutaj Jan Kochanowski spędzał swoje ziemiańskie życie w dworze, który nie zachował się do naszych czasów. Jest za to dwór Jabłonowskich, w którym można zwiedzić muzeum poświęcone poecie oraz otaczający go park. Rezygnujemy z jego zwiedzania (bilet ulgowy 11 zł!) i udajemy się w stronę Puław. Do miasta wjeżdżamy ruchliwą drogą przez most na Wiśle. Zwiedzamy kościół na wzgórzu, park romantyczny z Domkiem Gotyckim i Świątynią Sybilli, gdzie księżna Izabela utworzyła pierwsze w Polsce muzeum, gromadząc pamiątki narodowe. Opuszczamy Puławy i po krótkim czasie zagłębiamy się w lessowe wąwozy. Niebieski szlak prowadzi nas w głąb Kazimierskiego Parku Krajobrazowego. Po kilku kilometrach wyjeżdżamy na polanę, gdzie robimy krótki odpoczynek. Do Bochotnicy nie jedziemy już wąwozami, ale drogami biegnącymi pomiędzy nimi, dlatego możemy podziwiać okoliczne krajobrazy. Za Bochotnicą ostre podejście, później prawie płasko. Postanawiamy, że nie jedziemy dzisiaj dalej, gdyż niedaleko jest Kazimierz, a robi się już ciemno i jego zwiedzanie zostawiamy na jutro. Nocujemy nad wąwozem, wcześniej jedząc kiełbaski upieczone nad ogniskiem.
Przejechane: 83,27 km Czas: 5h 30min Średnia: 15,12 km/h
Dzień 3 (1 maja, poniedziałek)
Nadwiślańskie skarby
Kolejny dzień rozpoczynamy od zwiedzania Kazimierza Dolnego. Tym co najbardziej przyciąga w tym mieście turystów to malownicze położenie pomiędzy wzgórzami nadwiślańskimi i zabytkowy jego charakter bez blokowisk i zakładów przemysłowych. Najpierw zwiedzamy basztę znajdującą się na stromym wzgórzu, chociaż nie do końca bo jeszcze była zamknięta. Następnie penetrujemy ruiny zamku położonego nieco niżej. Warto zadać sobie trochę trudu, by wspiąć się na Wzgórze Trzech Krzyży, skąd rozpościera się ładny widok na miasto i okolice. Warto dodać, że za tą przyjemność należy zapłacić. Z góry zjechaliśmy tą samą drogą co weszliśmy, a następnie skierowaliśmy koła naszych rowerów pod kościół farny, który niestety był zamknięty. Na rynku oprócz ciekawej zabudowy z Kamienicami pod św. Krzysztofem i św. Mikołajem na czele, naszą uwagę zwróciły zgraje Cyganek świadczących usługi wróżbiarskie. Napełniliśmy bidony wodą z kranu znajdującego się przy studni i obejrzeliśmy kolejne zabytki wśród których na uwagę zasługuje klasztor reformatów choćby ze względu na swoje położenie na wzgórzu i długie schody wejściowe. Na drugi brzeg Wisły przeprawiliśmy się promem. Usługa ta kosztuje kilka złotych, ale jakoś się złożyło, że od nas nie wołali. Janowiec zrobił na nas duże wrażenie głównie ze względu na malownicze położenie na wysokiej skarpie. Główna część miejscowości wraz z kościołem leży w zasadzie u jej podnóża, a na górze znajduje się zamek oraz park z dworem. W dworze i kilku budynkach gospodarczych urządzono tutaj mały skansen. Po zwiedzeniu tych obiektów, ruszyliśmy w kierunku Zwolenia. W miejscowości tej zajrzeliśmy do wnętrza późnogotyckiego kościoła, gdzie znajdują się epitafia rodziny Kochanowskich z popiersiem poety. Jego pomnik zdobi też centralną część rynku. W restauracji zjedliśmy po dwie duże zapiekanki w promocyjnej cenie obserwując za oknem padający deszcz. Gdy przestał padać, ruszyliśmy dalej na zachód. Zanocowaliśmy niedaleko Radomia na łące przy lesie. 
Przejechane: 71,94 km Czas: 4h 37min Średnia: 15,61 km/h
Dzień 4 (2 maja, wtorek)
Rowerem po radomskiej wsi
Rano wjechaliśmy do Radomia mijając lotnisko. Początkowo wydawało nam się nawet ładne, ale gdy wjechaliśmy do ścisłego centrum szybko zmieniliśmy zdanie. Jest tutaj co prawda kilka godnych uwagi zabytków, w tym gotyckie kościoły, jednak rynek i jego otoczenie jest bardzo zaniedbane i sprawia przygnębiające wrażenie. Obejrzeliśmy jeszcze grodzisko Piotrówka, zrobiliśmy zakupy w supermarkecie i jak najszybciej oddaliliśmy się od centrum. Warto jednak przyjechać do Radomia, by zobaczyć tutejszy skansen rozłożony na dość znacznym obszarze i z licznymi obiektami drewnianymi prezentującymi budownictwo wsi radomskiej. Oprócz starych chałup, dworu, kuźni, można tu także oglądać kościół, kilka wiatraków czy rzeźbione ule. jednej z kustoszek muzeum nie spodobało się, że jesteśmy tacy wysocy. Twierdziła, że dawniej ludzie byli niżsi, gdyż jedli żywność, która nie zawierała konserwantów. ciekawa teza. Bardzo mało znaną miejscowością, ale zasługującą na odwiedzenie jest Orońsko leżące przy trasie z Radomia do Kielc, a właściwie to co znajduje się w dworze i okalającym go parku. Działa tutaj Centrum Rzeźby Polskiej. Jeżdżąc po parku oglądaliśmy różne współczesne rzeźby wykonane z różnego materiału i usytuowane pomiędzy drzewami. Niektóre z nich były bardzo zaskakujące. Czas jednak nas naglił, a przed nami była jeszcze daleka droga. Za Orońskiem teren zrobił się bardziej pagórkowaty, w oddali majaczyły szczyty Gór Świętokrzyskich. W okolicach Borkowic, gdzie zatrzymaliśmy się przy kościele, pojawiły się nawet dość długie podjazdy i zjazdy. To znak, że wjechaliśmy na Wzgórza Niekłańsko – Bliżyńskie. Mieliśmy więc przed sobą lesisty odcinek wyżynny. Warto odnotować tutaj pogoń dużego psa za nami oraz długi przejazd po nieutwardzonej drodze. Za Kurzaczami odpoczynek na posiłek, a później szybki zjazd w kierunku Opoczna. Końcowe 50 km również przebyliśmy w szybkim i równym tempie.
Przejechane: 141,86 km Czas: 8h 3min Średnia: 17,61 km/h
Podsumowanie
Przejechane: 417,95 km Czas: 24h 49min Średnia: 16,84 km/h
W tym: woj. mazowieckie - 251,46 km (60,1%) woj. łódzkie - 106,18 km (25,4%) woj. lubelskie - 53,37 km (12,8%) woj. świętokrzyskie - 6,94 km (1,7%)
Author: Piotrek
Powrót
|
kontakt e-mail:
Piotrek
Paweł
Anka
kontakt gg:
Piotrek (3409721)
Paweł (10208722)
Anka (4000148)








|