
Aktualności
Wyprawy
Wycieczki
Zawody
Polecamy
O Nas
Goście
|
Kaszuby Północne 2-30 lipca 2006
Jedziemy nad morze
Obładowani bagażami wyruszyliśmy wieczorem 2 lipca do Piotrkowa. Stamtąd pociągiem z przesiadką w Warszawie dotarliśmy do Władysławowa. Na Dworcu Zachodnim w Warszawie z przejeżdżającego pociągu krzyknęła do nas konduktorka znana nam z tegorocznej wycieczki do Warszawy: „A wy dokąd znowu jedziecie?”
We Władysławowie byliśmy wcześnie rano. Nie zdążyliśmy jeszcze wysiąść z pociągu a już starszy pan proponuje nam nocleg na polu namiotowym 10 zł od osoby za dobę. Podziękowaliśmy zapewniając jednocześnie, że wrócimy jeżeli nie znajdziemy nic lepszego. Do Jastrzębiej Góry dotarliśmy na rowerach. Zakupiliśmy „Dziennik Bałtycki” i skierowaliśmy się na plażę. Po południu udałem się do hotelu w celu omówienia z dyrektorem przebiegu moich praktyk. Wieczorem znaleźliśmy pole namiotowe, na którym zostaliśmy do końca pobytu. Kosztowało to nas 7 zł od osoby za dobę w pierwszym tygodniu, a w następnych 3 tygodniach po 5 zł od osoby za dobę. Jednak nie codziennie tam nocowaliśmy. W każdy piątek opuszczaliśmy kemping, by zanocować na nim od poniedziałku.
Szukam pracy
Głównym powodem wyjazdu Pawła nad morze miała być praca tutaj, a nie jeżdżenie na rowerze. Chyba. Poszukiwaliśmy jej jeszcze przed wyjazdem. Na miejscu korzystaliśmy głównie z ogłoszeń znajdujących się na słupach i w "Dzienniku Bałtyckim". Niedługo po przyjeździe dostałem propozycję pracy jako kolporter bezpłatnej gazety. Jednak dalsze poszukiwania nie były już tak owocne. Utrudnieniem był fakt nieposiadania przez Pawła książeczki sanepidowskiej. Bez efektów był również jego wyjazd rowerowy do Gdyni na rozmowę kwalifikacyjną.
Metropol proszę
Okazało się, że praca przy rozdawaniu gazet jest tylko w soboty. W ciągu miesiąca mieliśmy więc 4 dni, w których mogliśmy poświęcić czas na rozdawanie gazet we Władysławowie. W pierwszym tygodniu mieliśmy trochę problem z rozdaniem 2000 gazet w 3 godziny. Ale w następnych tygodniach było już lepiej. Mając do dyspozycji 2200 egzemplarzy udawało nam się je zbyć nawet w niecałe 2,5 godziny, chociaż często trzeba było dawać po dwie, a niekiedy większą ilość egzemplarzy jeżeli ktoś sobie tego zażyczył. Praca kolportera przypadła nam do gustu zwłaszcza dzięki możliwości obserwowania często ciekawych zachowań ludzi, a do tego zarobek był całkiem niezły: po 25 zł w pierwszym tygodniu, po 50 zł w pozostałe soboty.
Didżej Paweł
W drugim tygodniu praktyk otrzymałem propozycję pracy dla brata od jednego z pracowników hotelu jako didżej w ośrodku wypoczynkowym sąsiadującym z hotelem Astor. Paweł postanowił sprawdzić się w tej nowej roli. Przez dwie noce pod okiem „instruktora” zgłębiał tajniki tego zawodu. Nie otrzymał niestety propozycji dalszej współpracy, przede wszystkim dlatego że nie był stąd, ale zdobyte doświadczenie być może zaprocentuje w przyszłości
„Szalony Rower”
Co drugi dzień w Jastrzębiej Górze można było spróbować swoich sił na „Szalonym Rowerze”. Problem polegał na tym, że skręt kierownicą w jedną stronę powodował obrót koła w przeciwną. Po jakimś czasie ja również nabrałem chęci na spróbowanie przejechania nim 8 metrów. Taką odległość należało pokonać by wygrać 30 zł po wcześniejszym uiszczeniu 5 zł. Niestety nie udało mi się. Może my skonstruujemy taki rower?
Weekend 1 (8-9 lipca, sobota-niedziela)
Rowerem na początek Polski
Tytułowy początek Polski to Hel. Tam postanowiliśmy się wybrać w pierwszy weekend naszego pobytu nad morzem. Po noclegu na plaży w Chłapowie i rozdaniu gazet we Władku, ruszyliśmy na Półwysep Helski. Wzdłuż całego półwyspu zbudowano ścieżkę rowerową; do Jastarni z kostki brukowej, od Juraty szutrową. Mijaliśmy kolejno Chałupy, Kuźnicę, Jastarnię. W Juracie spotkałem ludzi z roku bo tam właśnie najwięcej osób odbywało praktyki. W szybkim tempie dotarliśmy do Helu. Paweł zwiedził fokarium, które miałem okazję zobaczyć w ubiegłym roku. Zrobiło się już trochę późno, a do tego na większość dzisiejszych kursów tramwajów wodnych do Trójmiasta nie było już miejsc, dlatego postanowiliśmy że płyniemy tam jutro rano. Podjechaliśmy pod latarnię, przy porcie wysłuchaliśmy końcówki koncertu i obejrzeliśmy na telebimie początek meczu o trzecie miejsce na mundialu i pojechaliśmy na plaże poszukać noclegu. Mieliśmy wprawdzie namiot, ale postanowiliśmy przenocować w samych śpiworach w przebieralni. Wcześniej jednak wybraliśmy się piechotą pojedynczo na koniec półwyspu.
Rano skierowaliśmy koła prosto do portu. Stamtąd wyruszyliśmy statkiem do Sopotu. Za przejazd zapłaciliśmy tylko po 6 zł (rowery gratis) i do tego na molo weszliśmy za darmo, bo tam właśnie zacumował statek. Przejechaliśmy reprezentacyjną ulicą Monte Casino i kontynuowaliśmy podjazd do Opery Leśnej. Zwiedziliśmy ją chociaż niekoniecznie warto. Zjechaliśmy ze stoku narciarskiego i po zakupach w supermarkecie zrobiliśmy popas na plaży, obserwując zmagania zawodników grających w plażową piłkę nożną. Jadąc dalej ścieżką rowerową dotarliśmy do Gdyni. W Orłowie zatrzymaliśmy się na promocyjną colę, którą rozdawano przy molo. Kolejny odcinek do centrum miasta to przejazd wybrzeżem klifowym przez Kępę Redłowską. Przy Skwerze Kościuszki Paweł zwiedził „Dar Pomorza”, na pokładzie którego w ubiegłym roku miałem praktyki. W centrum zjedliśmy jeszcze mega hot – doga na pół i udaliśmy się na terminal promowy. Stamtąd przez Puck wróciliśmy do Jastrzębiej Góry. Zanocowaliśmy na klifie blisko centrum z głowami nad przepaścią.
Przejechane: 147,21 km (sobota - 71,03 km; niedziela - 76,18 km) Czas: 10h 48min (sobota - 5h 24 min; niedziela - 5h 24 min) Średnia: 13,63 km/h (sobota - 13,15 km/h; niedziela - 14,11 km/h)
Weekend 2 (15-16 lipca, sobota-niedziela)
Piachy w roli głównej
Na koniec drugiego tygodnia wybraliśmy się na zachód w stronę Słowińskiego Parku Narodowego. W piątek nocowaliśmy w dużym namiocie właściciela pola namiotowego na ławkach i podobnie jak tydzień temu rozdawaliśmy gazety we Władku. Z Jastrzębiej Góry jadąc przez Karwię dotarliśmy do Dębek. Na słynnej plaży przy ujściu rzeki zrobiliśmy odpoczynek. Wielkie fale zachęciły nas do kąpieli. Kolejny odcinek to jazda w większości po lesie piaskowymi drogami. Za Białogórą i Lubiatowem ponownie jechaliśmy niedaleko morza. Polecam tutejsze wybrzeże wszystkim, którzy chcą wypocząć na cichej bo rzadko odwiedzanej i czystej plaży. Zagłębiliśmy się w ląd by obejrzeć latarnię Stilo. Zanocowaliśmy na wysokiej wydmie między Jeziorem Sarbsko a morzem.
W niedzielę rano dotarliśmy do Łeby, podobnie jak Władek bardzo zatłoczonej miejscowości. Obejrzeliśmy pozostałości zasypanego przez wydmę gotyckiego kościoła w postaci muru i po krótkim czasie i byliśmy już w Rąbce. Żeby kontynuować dalszą jazdę po Słowińskim Parku Narodowym należy tutaj uiścić opłatę, także za rower. Do ruchomych wydm jest stąd kilka kilometrów. Wydmy zwiedzaliśmy osobno, gdyż jedna osoba musiała pilnować rowerów, a nie chcieliśmy płacić po 2 zł za parking dla rowerów. W Łebie poświęciliśmy sporo czasu na plażowanie. Ruszyliśmy w drogę powrotną, która jak się później okazało nie była już tak interesująca jak docelowa. Przejechaliśmy przez Nowęcin z hotelem w dawnym pałacu. Za tą miejscowością rozpoczął się bardzo długi i ciężki odcinek po zapiaszczonych drogach. Jeżeli więc wybieracie się w te rejony rowerem, radzę korzystać z dróg asfaltowych lub ze sprawdzonych dróg szutrowych. Piachy skończyły się przed Choczewem. We wsi zakupiliśmy prowiant i dość szybkim tempem przez Krokową dotarliśmy do Jastrzębiej Góry. Nocleg na skarpie nadmorskiej.
Przejechane: 184,25 km (sobota - 86,63 km; niedziela - 97,62 km) Czas: 13h 2min (sobota - 6h 39 min; niedziela - 6h 23 min) Średnia: 14,14 km/h (sobota - 13,03 km/h; niedziela - 15,27 km/h)
Weekend 3 (22-23 lipca, sobota-niedziela)
Gdynia po raz drugi
Tem weekend rozpoczął się podobnie jak dwa poprzednie. W piątek nocowaliśmy w namiocie w pobliżu pola namiotowego. Po prostu przenieśliśmy namiot w trochę tańsze miejsce. Po rozdaniu gazet we Władysławowie ruszyliśmy wzdłuż wybrzeża do Gdyni. Tym razem głównym celem był Trójmiejski Park Krajobrazowy. Do Swarzewa prowadzi wygodna ścieżka rowerowa dlatego szybko pokonaliśmy ten odcinek. W Pucku zwiedzaliśmy gotycki kościół i zawitaliśmy do portu coś zjeść. Za miastem jazda wąską ścieżką na klifie Kępy Puckiej. W Rzucewie rzut oka na pałac zaadaptowany na hotel i przejazd aleją lipową do Osłonina. By dostać się do Rewy musieliśmy pokonać rozległe łąki Pradoliny Redy i Łeby. W Rewie Paweł udał się na koniec kojarzonego z tą miejscowością cypla. Ja miałem okazję być tutaj w ubiegłym roku. Wiatr był naszym sprzymierzeńcem w dalszej drodze, gdyż szybko dotarliśmy do Gdyni. Szybki objazd centrum, wizyta Pawła w supermarkecie i możemy ruszać do Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Podziwialiśmy panoramę Gdyni z wieży widokowej. Za Witominem robiło się już ciemno, więc postanowiliśmy zanocować gdzieś w pobliżu. Nocujemy nad rzeczką na polanie. W nocy trudno jest usnąć, gdyż komary skutecznie w tym przeszkadzają, gdyż śpimy tylko w śpiworach.
Następnego dnia rano przejeżdżamy przez lasy szlakami, drogą którą pokonałem pieszo w ubiegłym roku. W centrum Gdyni idziemy na mszę robimy zakupy i je zjadamy. Dalsza droga to jazda świetnie nadającymi się do turystyki rowerowej drogami Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Opuszczamy go jedynie na krótkim odcinku w Chyloni i w Rumii. Po długim podjeździe, za Zbychowem niemal okrążamy jezioro choć nie mieliśmy tego w planie. Od jeziora bardzo długi zjazd czerwonym szlakiem do Wejherowa. To co warto tutaj odwiedzić to miejscowa kalwaria, jedna z trzech najsłynniejszych w Polsce, które miałem okazję odwiedzić w tym roku. Kaplice zastaliśmy w momencie remontu, więc nie przedstawiały się imponująco. W centrum miasta zwiedziliśmy trzy kościoły i po długiej jeździe przez lasy Puszczy Darżlubskiej dotarliśmy do Piaśnicy – miejsca mordów na okolicznej ludności podczas II wojny światowej przez wojska hitlerowskie. Do Jastrzębiej Góry wróciliśmy przez Leśniewo, Mechowo, Starzyno, Mieroszyno. Droga bardzo przyjemna, urozmaicona krajobrazowo i mało ruchliwa. W Mechowie zwiedziliśmy grotę piaskowcową, która uważana jest za jeden z najcenniejszych obiektów przyrody nieożywionej na Niżu Europejskim. Jaskinię można obejść nawet w minutę. Warto o tym wiedzieć planując wycieczkę do tego miejsca. Nocleg w Jastrzębiej Górze tradycyjnie na klifie.
Przejechane: 181,32 km (sobota - 84,91 km; niedziela - 96,41 km) Czas: 12h 54min (sobota - 5h 44 min; niedziela - 7h 10 min) Średnia: 14,06 km/h (sobota - 14,81 km/h; niedziela - 13,45 km/h)
Trudny powrót
Po czterech tygodniach pobytu nad morzem pora była wracać do domu. Nie bardzo żałowaliśmy, gdyż zwiedziliśmy praktycznie wszystko co w okolicy było warte zobaczenia i pod koniec pobytu zaczęło nam się już nudzić. Z Jastrzębiej Góry wyjechaliśmy już po południu w piątek 28 lipca i udaliśmy się do Władka. Byliśmy też w Swarzewie. Zanocowaliśmy na łące nadmorskiej niedaleko tej miejscowości. Następnego dnia po raz ostatni rozdawaliśmy gazety. Jeszcze tylko półgodzinne oczekiwanie przy kolejce do bankomatu i jeszcze dłuższe na dworcu PKP w celu kupienia biletów i możemy ruszać w stronę domu. To jednak okazało się nie takie proste. Pociąg który nadjechał z Helu ledwo mógł pomieścić wsiadających do niego ludzi, a my mieliśmy jeszcze rowery obładowane bagażami. Próbujemy z tyłu, później z przodu, w końcu postanawiam, że Paweł wsiądzie z tyłu a ja z przodu. Przejazd nie należał do komfortowych, gdyż wagon w którym ja jechałem był wypełniony po kibel, a mój rower leżał na dwóch rowerach współpasażerów. W Gdyni dostawiono dwa wagony, przez co mogłem się przenieść do jednego z nich razem z Pawłem. W Gdańsku wysiedliśmy, bo w planach było jeszcze odwiedzenie Jarmarku Dominikańskiego, który w tym dniu się zaczynał. Pojeździliśmy trochę po Głównym i Starym Mieście zaglądając do niektórych kościołów i przyglądając się straganom. Szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś lepszego po jarmarku. Na koniec przez chwilę posłuchaliśmy koncertu, który odbywał się nad Motławą. Wieczorem ruszyliśmy pociągiem w dalszą drogę już do samego Piotrkowa. Warunki jazdy były lepsze niż poprzednio. Jeden rower zajął miejsce w ubikacji, drugi w pomieszczeniu, w którym była umywalka, a my leżeliśmy na karimatach w korytarzu. Wcześnie rano udaliśmy się rowerami do domu.
Podsumowanie pobytu
Przejechane: 1068,91 km Czas: 77h 41min Średnia: 13,76 km/h
W tym: woj. pomorskie - 1037,89 km (97,1%) woj. łódzkie - 30,30 km (2,8%) woj. mazowieckie - 0,72 km (0,01%)
Author: Piotrek
Powrót
|
kontakt e-mail:
Piotrek
Paweł
Anka
kontakt gg:
Piotrek (3409721)
Paweł (10208722)
Anka (4000148)








|