|
Harpagan 35 - Łęczyce 2008
19 kwietnia, sobota
Do końca nie było wiadomo czym dotrzemy do Łęczyc nad morzem. W końcu okazało się, że jedziemy z Tomkiem jego samochodem. Zmieścilismy się w 4 osoby: ja, Piotrek, Tomek i Kuba, oprócz nas 4 rowery i dużo bagażu.

O 23:00 po 6,5 godzinach jesteśmy na miejscu.


Większość mapników jest wykonanych samodzielnie przez uczestników.

Mapniki Miry

Mapy z Transcarpatii.

1:00 po zarejestrowaniu się w biurze zawodów i kolacji można iść spaaać.
Rano pobudka o 4:30, obfite sniadanie.

Maszyny gotowe do startu

Pozytywne nastawienie to połowa sukcesu.

Małe problemy żołądkowe, biorę tabletki (pomaga)


Wyczekiwanie na opóźniony start o 15 min.


W środku Darecki.

Po prawej Krzysztof Wiktorowski (wiki)





Rozdanie map.

Chyba będzie ciężko...

3,2,1 Start!!! "Jedźcie już, na trasie pieszej nikogo nie ma zaraz po starcie" (jakoś tak to było) Mija kilka minut każdy niespiesznie ustala sobie wariant przejazdu. Piotrek decyduje, że zaczniemy od PK 10. W czasie jazdy zmienia zdanie. PK 16 jest bliżej!

Jedziemy dość szybko. Piotrek nawiguje ja odmierzam dystans na liczniku. Mijamy niezdecydowanych skręcamy w jedyną drogę która jest na mapie, po 200m kończy się. Piotrek zchodzi z roweru prowadzi przez las, wszyscy za nim na przełaj. Robi się coraz większe błoto, trzeba nieść rowery po błocie i gałęziach. Pojawia się jakaś droga - też się kończy. Wycofujemy się.
Nie marudzić! Napierać!

Uderzamy w inną drogę. Podobnie jak poprzednia też się kończy. Idziemy, strumyk, górki, krzaki... "O droga"

Nareszcie! Prawie godzina stracona na poszukiwaniach. Z tytułem Harpagana można się pożegnać. To teraz bierzemy tylko punkty najwięcej punktowane.





Jedziemy przez pola, błoto zapycha koła. Nie chcą się kręcić, trzeba prowadzić. Dobijamy do asfaltu. Okręzną drogą - mam dosyć błota!
?

Banda rowerzystów przetoczyła się komuś przez podwórko :)


Jest PK 10. Dość łatwo zdobyty. Tutaj decydujemy: opuszczamy PK 4. "1 punkt nie opłaca się, asfaltem bedzie szybciej"


"Była droga i się skończyła a tam jakąś widać"


I już nie było wątpliwości gdzie skręcić. :D Słychać szum morza. Czyli jesteśmy blisko.

"Już jesteście? Szybko." Na PK 19 ubiegł nas tylko jeden zawodnik.

Po chwili wpada grupa. Mają pretensję:"Miało być przy stajni!"

Kilka fotek z widokiem na morze. Nadjeżdża Kuba. Nasz wariant był szybszy o kilka minut ale Kuba ma PK 4.


Nadrabiamy trochę drogi, żeby odwiedzić i zfocić latarnię Stilo. Dalej czerwonym szlakiem, którym jechaliśmy 2 lata temu z Władysławowa do Łeby.

Następny PK 11. W Lubiatowie pytamy pracujących geodetów o stajnie.
"Tutaj zaraz na skrzyżowaniu"
"Ale nad morzem"
"Łoo, tak daleko to ja nie byłem"
Wsiadamy na szlak konny. Droga się kończy, jedziemy po krzakach, wydmach i przeskakujemy przez strumyk. :P Znowu tabliczka.

Jesteśmy

No to jedziemy na PK 18 ostatni punkt nad morzem niebieskim szlakiem rowerowym. Jakoś dziwnie prowadził ten szlak wyjechaliśmy w Osiekach, kilka kilometrów od morza. PK 18 jest za daleko i pod wiatr. Odpuszczamy.
Jedziemy na PK 14 nad Jeziorem Choczewo.

Niespiesznie pieczemy kiełbaski. Przyjezdża Kuba jedziemy dalej na PK8.

Po chwili się rozdzielamy. Jednak to my wybraliśmy zły wariant, wracamy się. Robimy 15-sto minutowy postój w sklepie. Po drodze mijamy rozbity samochód i tłum gapiów (jak się później okazało Kuba udzielał tam pomocy była 1 ofiara śmiertelna i 1 ranna) Docieramy na PK 8. Stoi namiot. Głos z namiotu potwierdza, że nasze numery są zapisane. Podbijamy karty i jedziemy na PK 17.


Gdzie my jesteśmy?

Po drodze mijamy grupki jadące z naprzeciwka. Rozpoznaję kilka osób z Odysei Niepołomickiej. Skręcamy w las, ostro pod górkę, trzeba prowadzić. Droga się kończy ja idę cały czas pod górkę, Piotrek skręcił na zachód. Coraz trudniej się przedrzec przez gęstniejące krzaki i zarośla. Wracam się. Jest droga, w lewo, w lewo, w prawo, w lewo. Jest punkt. Jest ognisko. Pieczemy kiełbaski.

Nadjeżdża Kuba. Odjeżdża. Kończymy jedzenie kiełbasy i atakujemy PK 7.


Ostre podejście.

Na PK 7 słońce zachęcało żeby trochę poleżeć.


Uciekam



Na PK 12 skrecamy prawie dobrze.

W dole widać namiot.



Elektrownia wodna w Paraszynie na Łebie.


Odnalezienie PK 13 zajmuje nam trochę czasu ale za to pojeździliśmy sobie po górkach. :)

Widoczki z wieży.




PK 20

Mamy jeszcze prawie godzinę czasu. To teraz spokojnie pod wiatr na PK 9.


PK 9 W oczekiwaniu na Piotrka (coś pod koniec często zostawał z tyłu).



Ostatni kilometr Piotrek został z tyłu. Tak bez zadyszki na metę? Nie może być. 30 - 35 km/h Wyscigam 3 osoby. Czas 11:51. Całe 9 min przed czasem (lepiej niż w zeszłym roku 8 min po czasie).
Wiki

Darecki

Niemiła przygoda K. Wiktorowskiego urwane siodełko.

Piotrek przyjeżdża 2 min po mnie.

Tomalos

Ten brak siodełka przejdzie do historii :D

Udało się :D

Optymalny wariant. Niestety najlepsi zdobyli tylko 17 punktów z 20.


Na mecie czekał na nas prysznic i grochówka z kiełbasą.

Daniel Śmieja zwycięzca Pucharu w rowerowej jeżdzie na orientację 2007.


Wylosowana nagroda Piotrka.

Poranne pakowanie się.




Podsumowanie:
Miejsce: Paweł - 23, Piotrek - 24
Przejechane: 170 km
Czas jazdy: 9h 09min
Średnia: 18,62 km/h
Czas całkowity: 11h 51min
Średnia: 14,37 km/h
Author: Paweł
Powrót
|