KTR BikeOrient

Aktualności Wyprawy Wycieczki Zawody Polecamy O Nas Goście

Harpagan - Kobylnica 2007


27 października, sobota

Wyruszamy z Dworca Kaliskiego dzień wcześniej wcześnie rano. W Poznaniu przesiadka. Przy okazji odwiedziłem odbywające się właśnie Targi Turystyczne "Tour Salon". Do Słupska dojeżdżamy już grubo po południu.

Miasto robi dość pozytywne wrażenie. Nie ma tutaj co prawda jakichś szczególnych atrakcji, ale z pewnością kilka obiektów wartych jest uwagi.

W nie tak dalekiej przeszłości historia odnotowuje fakt, że tutejsze kobiety, które były podejrzewane o używanie czarów były topione w rzece Słupi. Jeżeli kobieta nie utonęła wtedy z całą pewnością uznawano ją za czarownicę i palono na stosie.

Jeszcze wizyta w sklepie i mogliśmy się udać do bazy rajdu w pobliskiej Kobylnicy. Do szkoły już o zmroku. Znajdujemy sobie jakiś kąt na sali gimnastycznej. Po jakimś czasie dołącza do nas Tomek (tomalos).

O 21.00 start trasy pieszej. Uczestnicy, którzy wybrali ten sposób pokonania trasy mają przed sobą ok. 100 km. Obserwujemy przygotowania do startu. Kilkaset lampek świecących w ciemności robi niezłe wrażenie.

Jeszcze tylko odebranie numerów i kart startowych i możemy iść spać. Pobudka wcześnie rano, gdyż na starcie musimy być już o 6.00. Na zewnątrz jeszcze zupełna ciemność. Dostajemy mapy. 3 minuty na analizę. Pierwszy rzut oka na mapę i lekka dezorientacja. Czytelność nie jest jej najmocniejszą stroną. Skala 1:100 tys. również nie jest optymalna. Decyduję o wyborze wariantu zachodniego. Do pierwszego punktu jedziemy z małą grupą. Odnalezienie właściwej drogi w ciemności nie jest najprostszą sprawą, tym bardziej, że chce się znaleźć jakieś podrzędne drogi. Mamy problem z odnalezieniem punktu. Dodatkowym utrudnieniem jest padający deszcz. W końcu docieramy do 9 PK. Na każdym punkcie należy odnotować godzinę pojawienia się na nim i dodatkowo zgłosić ten fakt osobie stojącej na punkcie. Na 9-tce ustawiła się dość długa kolejka do sędziego ukrywającego się przed deszczem w namiocie.

Robi się coraz jaśniej. Niestety zapowiada się na to, że dzisiaj będzie pochmurno. Obieramy kurs na 13-tkę. Niestety niedaleko PK mała pomyłak. Kosztuje nas to jednak trochę czasu zanim odnajdujemy drogę prowadzącą do punktu. Już wiemy, że raczej nie ma szans na zgarnięcie wszystkich punktów kontrolnych. Wybieramy więc taktykę najtłuściejszych punktów. Rezygnujemy z 12-tki i dwójki. Przed nami długi odcinek asfaltem. Bardzo mi się dłuży ten odcinek. Mijamy nieciekawe miejscowości z nieodłącznymi zabudowaniami dawnych PGR-ów. Trochę żałuję, że jednak nie wzięliśmy 12-stki. W sumie było prawie po drodze. Z 17-stką niestety znowu mamy problemy. Punkt umiejscowiony gdzieś na wzgórzu. Postanawiam odnaleźć go pieszo. Paweł zostaje z rowerami na dole. Biegam po lesie w poszukiwaniu namiotu. Udaje mi się podbijam kartę i wkrótce ruszamy w drogę powrotną. Ósemka znajduje się nad jeziorem. Początkowo jedziemy bezbłędnie. Dołącza do nas dwóch rowerzystów. W Żelicach skręcamy w niepewną leśną drogę, która po chwili rozdziela się. Wspomniani rowerzyści skręcają w prawo. My postanawiamy jechać w lewo.

Mijamy wielogatunkowy las, który szczególnie o tej porze roku prezentuje się wyjątkowo ładnie. Drogi, którymi się poruszamy, nie są zaznaczone na mapie. Pozostaje więc kierowanie się na azymut. Kompas okazuje się niezbędny. Na drodze spotykamy małą przeszkodę...

W końcu meldujemy się przy 8 PK.

W okolice kolejnego punktu docieramy dość szybko, ale odnalezienie samego punktu okazuje się nie lada wyzwaniem. Przeszukujemy okolice napotkanych bagien, gdyż według opisu tam powinien się znajdować. W pewnym momencie zauważam dym, który jak mi się wydaje może oznaczać obecność w tamtym miejscu punktu. Podjeżdżamy w jego stronę, ale okazuje się, że to drwale napalili sobie ognisko. Spotykamy grupkę rowerzystów. Wspólnie przeszukujemy teren. Docieramy do bagna, nad którym według mapy i opisu powinien znajdować się punkt. Postanawiamy więc okrążyć bagno. Szybko okazuje się jednak, że faktycznie PK znajduje się w miejscu, w którym powinien się znajdować, tylko że ukryty za pagórkiem.

Odpuszczamy sobie czwórkę i szóstkę i zmierzamy prosto do 18-stki. W połowie drogi dochodzimy jednak do wniosku, że warto było wziąć szóstkę. Ale trudno. Teraz jest już trochę za późno.

Z odnalezieniem 18-stki nie mamy problemów. Zastanawiamy się, czy warto zaliczać trójkę i 11-stkę. Ostateczną decyzję podejmujemy po radzie Dareckiego.

Zatem kierujemy się w stronę 19-stki. Sprawa zaliczenia tego punktu wydaje się łatwym zadaniem. Jednak trochę do myślenia daje nam telefon od Tomka, który mówi, że szuka punktu już pół godziny. Wizyta w sklepie. Zakupione bułki zjadamy podczas jazdy. Mijamy wielu rowerzystów jadących z naprzeciwka, którzy wybrali wariant wschodni. Żeby dostać się do 19-stki należy z drogi asfaltowej skręcić w leśną przecinkę. Tak wynika z mapy. Zaznaczonej na mapie drogi nie ma jednak w rzeczywistości. Nie możemy się zdecydować, którą drogę wybrać. O tym w jaki sposób dojechać do punku dowiadujemy się od pary napotkanych rowerzystów. Na punkcie atmosfera leniwego pikniku. Nikomu się nigdzie nie spieszy. Spotykamy Tomka, któremu jednak udało się tu dotrzeć. Miał poważne problemy z rowerem.

W drodze do 15-stki znowu problemy. W lesie układ dróg zupełnie nie zgadza się z tym co wyczytać można z mapy. Robimy niepotrzebne kilometry. Ale warto było. Na punkcie zlokalizowanym nad Jeziorem Głębokim z zainteresowaniem wita nas sędzia...

Jedziemy wzdłuż jeziora. Przepływa przez nie rzeka Słupia. Dojeżdżamy do elektrowni wodnej. Obiekty te są charakterystycznym elementem krajobrazu w Dolinie Słupi.

PK 20.

Dojazd z 20-stki do 16-stki wydaje się trudny. Nasze przypuszczenie niestety potwierdza się. Żeby przejechać rzekę Graniczną nadrabiamy nieco drogi, nie wybierając najkrótszego wariantu. Na szczęście mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu, żeby zaliczyć 16-stkę oraz 10-tkę i siódemkę leżące na drodze w kierunku mety. Kolejne wydarzenia brutalnie weryfikują to optymistyczne przypuszczenie. Na poszukiwanie 16-stki tracimy około godziny. Były momenty, że byliśmy niemal pewni, że zaraz go znajdziemy. W pewnym momencie spoglądam na licznik. Na mecie musimy być za nieco ponad godzinę. Dystans jaki nas dzieli od Kobylnicy to grubo ponad 20 km. Jeżeli byśmy jechali szybkim tempem bez zatrzymywania się i najkrótszym wariantem, powinniśmy zdążyć. Wyjeżdżamy z lasu i dojeżdżamy do kamieniowej drogi przez pola. Robi się ciemno. Kilka kilometrów "ciężkiej" drogi i dopiero wyjeżdżamy na asfalt. Nie ma mowy o próbie zaliczania 10-tki i siódemki. Teraz głównymproblemem pozostaje dylemat czy chcemy jechać przez Słupsk, czy wybierzemy krótszą, ale znacznie trudniejszą orientacyjnie drogę na której należałoby poszukać mostu na Słupi. Wybieramy wariant przez Słupsk. Przed miastem siadamy na kole jakiemuś rowerzyście. Po chwili lekka dezorientacja. Okazuje się, że aby dotrzeć do Kobylnicy, należy przejechać przez centrum. Jestem zupełnie wyczerpany. Końcowy odcinek pokonuję resztką sił. Nareszcie docieramy do mety - 8 minut po czasie. To oznacza karę w postaci ośmiu punktów wagowych.

Odpoczynek po rajdzie był bardzo męczący...

Tyle pozostało z mojej intensywnie używanej mapy.

W drogę powrotną ruszyliśmy następnego dnia z rana. Podobnie jak w tamtą stronę mięliśmy przesiadkę w Poznaniu.

Podsumowując należy stwierdzić, że mogło być lepiej, znacznie lepiej. Przez to, że nie zmieściliśmy się w limicie czasu, w rankingu zostaliśmy sklasyfikowani o około 100 pozycji niżej. Gdybyśmy jeszcze odnaleźli chociaż 16-stkę od której byliśmy o krok, mielibyśmy jeden z lepszych wyników. Ale chyba nie miejsce jest najważniejsze na tego typu imprezach. Sama jazda połączona z odnajdywaniem punktów jest dużą atrakcją, a dodając do tego ciekawy krajobrazowo obszar, całość daje ciekawe doświadczenie. Po udziale w Harpaganie nie mam już wątpliwości, że jest to rajd naprawdę trudny, znacznie trudniejszy chociażby od Odysei, w której braliśmy udział dwa tygodnie wcześniej.


Podsumowanie:

Miejsce: Paweł - 135, Piotrek - 139

Przejechane: 183,50 km

Czas jazdy: 9h 58min
Średnia: 18,42 km/h

Czas całkowity: 12h 8min
Średnia: 15,12 km/h

Author: Piotrek


Powrót

kontakt e-mail:
Piotrek Paweł Anka

kontakt gg:
Piotrek (3409721)kontakt gg
Paweł (10208722)kontakt gg
Anka (4000148)kontakt gg


BikeOrient - Maraton Rowerowy na Orientację






bikeBoard - magazyn rowerowy




Airbike - więcej niż sklep rowerowy




Podróżnik.net - serwis ludzi ciekawych świata




Koło Roweru - wyprawy, turystyka, przygoda, sprzęt




Cykloid - Kalendarz Wypraw Rowerowych XXI wieku

Wrower - największy polski wortal rowerowy




CykloManiak.pl - o rowerach w Łodzi i nie tylko



Copyright © 2006-2008 BikerzyTour