Piątkowy wieczór, godzina 18.20. Na Dworcu Fabrycznym kilkanastu rowerzystów z lekkim niepokojem oczekuje na start. Pojawia się Osa - organizator alleycatu. W oczekiwaniu na spóźniającego się jednego z zawodników, wbijamy się do pobliskiego baru. Mamy okazję się trochę ogrzać. Przyjeżdża Byku, więc możemy zaczynać. Otwieram otrzymaną wcześniej kopertę, w której znajduję manifest i 50 groszy. Do zaliczenia 9 punktów kontrolnych, w tym jeden to zakup dowolnego produktu w dowolnym miejscu za 49 groszy (?). Po szybkim zapoznaniu się z manifestem nadal nie wiem od którego zacząć zadania. Decyzja jest tym trudniejsza, gdyż punkty są porozrzucane w różnych częściach miasta, niekoniecznie w pobliżu centrum. Ruszam za Pasjo. Po chwili dołączamy do Hermana. Docieramy do byłej siedziby firmy Quriers przy ulicy Zielonej 29. Po drodze Pasjo zalicza wywrotkę. Liczymy rurki w kracie okna - 12. Następny punkt przy Kościuszki 48. Zapamiętujemy nazwę tutejszej przychodni. Spostrzegamy, że nie ma z nami Hermana. Jedziemy Narutowicza, Sterlinga i dalej Pomorską. Mijamy liczną grupę, w której znajduje się większość startujących zawodników. Na Pomorskiej 105, gdzie znajduje się VIII L.O. musimy spisać nazwę stowarzyszenia działającego przy szkole. Spisujemy z tabliczki: Stowarzyszenie Wychowanków VIII L.O. im. Adama Asnyka oraz byłego Społecznego Polskiego Gimnazjum Męskiego w Łodzi. Dojeżdża do nas Herman i kierujemy się w stronę ulicy Styrskiej. Proponuję zakup produktu za 49 groszy. Herman i Pasjo ruszają pod budynek Ośrodka Sportu UŁ celem spisania tabliczki znajdującej się przy wejściu, a ja odwiedzam sklep "Kurczaczek" na Lumumby. Pytam ekspedientek, czy jest coś za 49 groszy. Moje pytanie budzi duże zdziwienie. Odpowiadają, że nie ma żadnego produktu za taką cenę. Żartują, że może być ewentualnie jedno jajko i żółtko z drugiego. Po chwili jednak jedna ze sprzedawczyń proponuje zakup jabłka. Biorę trzy owoce i proszę o oddzielne paragony. Sprzedawczyni życzy mi powodzenia w zawodach. Współtowarzyszy jeszcze nie ma. Podjeżdżam więc na Styrską. Mają informację z tabliczki. Daję im po jabłku i ruszamy Pomorską, Kopcińskiego, Rydzego - Śmigła do Milionowej, w nadziei szybkiego zaliczenia kolejnego punktu kontrolnego. Nie możemy znaleźć żadnego numeru przy Milionowej, więc postanawiamy najpierw policzyć liczbę klatek w bloku przy Przybyszewskiego pomiędzy Tatrzańską, a Rydza - Śmigłego. Z Tatrzańskiej skręcamy w Przybyszewskiego. Okazuje się jednak, że musimy przejechać na drugą stronę ulicy. By nie tracić czasu wybieramy najkrótszą drogę - pokonujemy trzy barierki, przerzucając przez nie rowery. Ludzie w tramwaju patrzą na nas ze zdziwieniem. Po chwili jesteśmy przed blokiem. Wracamy do Milionowej. Skręcamy w lewo w kierunku centrum. Pierwszy parzysty numer jaki napotykamy to 14 (!?), a my musimy odnaleźć 64. Mijamy Carrefour, gdzie kończy się Milionowa. Drugi odcinek tej ulicy znajduje się za wiaduktem. Jedziemy dość szybkim tempem. Niestety coraz bardziej brakuje mi sił. Zliczamy filary oraz ilość okien na ostatnim piętrze szkoły podstawowej. Ulicą Widzewską dojeżdżamy do Piłsudskiego. Przed nami długi odcinek do Dworca Kaliskiego. W jeździe przeszkadza silny wiatr. Nie daję rady utrzymać tempa narzuconego przez towarzyszy. W centrum tracę ich z pola widzenia. Zadanie na Piłsudskiego to zabranie ulotki z kina. Rezygnuję z wizyty w Silver Screenie i postanawiam jechać na ulicę Unii Lubelskiej, w celu spisania danych samoobsługowej przechowalni bagażu. Doganiają mnie Pasjo i Herman. Mają dla mnie ulotkę. Na skrzyżowaniu Mickiewicza i Włókniarzy postanawiam na nich poczekać i chwilę odpocząć. Oczekuję dość długo, ale nie nadjeżdżają. Może pojechali inną drogą? Postanawiam zakończyć dzisiejszy start i ruszam na metę na Radwańską przy Politechniki do Baru Retro. Na liczniku ok. 28 km.
Był to drugi alleycat, w którym miałem okazję brać udział. Wrażenia jak najbardziej pozytywne. Ciekawe zadania, możliwość lepszego poznania miasta, a przede wszystkim nabycie cennej umiejętności kupowania za określoną sumę pieniędzy. Mięliśmy również sposobności poznania miejsc, z którymi związany był Osa. O to właśnie chodziło w tytule alleycatu - "wspomnienia zabieram". Nie jestem zadowolony jedynie z końcówki zawodów w moim wykonaniu. Ale następnym razem może będzie lepiej.